25 maja 2012

Rozdział 8

| Mary |
-A więc co stało się naprawdę?-zapytał kiedy wprowadził mnie do salonu.Wszędzie było pusto,nie było słychać nic prócz telewizyjnych wiadomości,więc podejrzewałam że został sam.
-Czy musiało się coś stać żebym miała was odwiedzić?
-Nie owijaj w bawełnę tylko siadaj i gadaj.-jak rozkazał tak zrobiłam.Wzięłam głęboki wdech i spuściłam wzrok.
-Rozstałam się z Jamesem...
-A jednak...Na pewno takiej decyzji chciałaś?
-Sama już nie wiem co chciałam i co chcę...Kocham go i zawsze będę kochać.
-Więc w czym problem?
-Nie układało nam się od pewnego czasu.Było jakoś inaczej...nie tak jak przez ostatni rok w którym obydwoje promieniowaliśmy.Coś się zmieniło...
-Może...może to nie był odpowiedni chłopak dla Ciebie? Bo widzisz,mówią,że prawdziwa miłość przetrwa wszystko więc jeśli to on byłby tym jedynym do takiego stanu by nie doszło.Ja nie chcę nic stwierdzać,nie znamy się zbyt długo żebym mógł postawiać wnioski...
-Nie nie,chyba masz rację.-przerwałam mu-Pewnie tak musiało być...
-Rozstania z bliskim i ważnym dla nas człowiekiem zawsze bolą,jednak pamiętaj że Jamie nie umarł,zawsze możesz się z nim spotkać,pogadać,nie musisz przekreślać waszej przyjaźni skoro tak długo ją budowaliście.Przyjaźń to piękne uczucie,należy o nie dbać.-uśmiechnął się a ja mu zawtórowałam.
-Jesteś najlepszym pocieszycielem jakiego znam,bijesz Rose na głowę,tylko jej tego nie mów.-szepnęłam i obydwoje zachichotaliśmy-Dziękuję Liam.
-Nie ma za co.Napijesz się czegoś? Chyba że wolisz się przejść a później odprowadzę Cię do domu.
-To może jednak to pierwsze...Zapomniałam kluczy od domu a Max gdzieś polazł więc...-zmieszałam się
-Spokojnie,możesz nawet u nas przenocować jeśli będzie trzeba.A więc herbata?
Pokiwałam z uśmiechem głową a chłopak zniknął za drzwiami kuchni.Kiedy wrócił postawił przede mną wielką filiżankę gorącego napoju,który nawiasem mówiąc przepięknie pachniał.
-Wybacz,że musiałaś oglądać Zayna w jego 'fazie'...-odchrząknął a ja tylko wzruszyłam ramionami.
-Często tak balują?
-No nie powiem,lubią się zabawić.

| Rose |
Nie ma to jak spanie pod gołym niebem na jakimś zadupiu w którym nie ma nawet zasięgu! Ugh...co mnie podkusiło do tego wyjazdu z rodzicami? Chyba tylko te ich błagalne miny i możliwość spędzenia w końcu z nimi trochę czasu nim znowu powrócą w wir pracy i zabiegania...Tylko jak mam wytrzymać tu jeszcze dwie doby bez kontaktu z Bożym światem,internetem,telewizją i muzyką...bateria mi padła więc jestem zdana tylko na śpiew ptaków o 3 nad ranem i wieczorne świergoty,które zaczynają mnie dobijać...
-Nie możemy wrócić wcześniej niż planowaliśmy?-zapytałam po raz kolejny dzisiejszego wieczoru.Siedziałam w namiocie wystukując palcem jakieś rytmy,mama przeglądała jakieś katalogi a tata majstrował z jakimś radyjkiem.Świetnie.
-Nie marudź Rose,przecież nic ci się nie stanie jak trochę odpoczniesz od tego wielkiego świata.-powiedziała nie podnosząc wzroku z nad gazety.
-Kiedy ja już tu totalnie...nie daję...rady!-zawołałam zabijając ósmego komara z rzędu.(z nudów liczyłam)
Tęskniłam za deską,za rampą,za Mary,Maxem,Jamiem,nawet za Sam,która na każdej okazji się ze mnie nabijała,no ale cała ona.No i tęskniłam też za One Direction,bardzo dawno się z nimi nie widziałam.A tu jeszcze ta cholerna bateria w telefonie i nic nie posłuchasz! Po pół godzinie mruczenia pod nosem usłyszałam jakieś dźwięki i odrazu spojrzałam w kierunku taty.
-No i widzicie,mówiłem że ja naprawię!-uradowany pogłośnił radyjko-A wy nie chciałyście go zabierać!
-Zwracam szacun!-rzuciłam się ku niemu i przystawiłam ucho do głośniczka-Oo tak,tego mi brakowało...

| Sam |
-Sam,ścisz tą muzykę!-usłyszałam kolejny z rzędu krzyk mojej zdenerwowanej rodzicielki.-Słyszysz?!
-Nie!
Wściekła wpadła do mojego pokoju i odłączyła laptopa od prądu.-Samantho McDoughty co się z tobą dzieje?! Wiedziałam od twoich najmniejszych lat,że będziesz trudnym dzieckiem ale to co ty wyprawiasz przekracza moje wszelkie oczekiwania!!
-A co ja mam powiedzieć?! Uwięziłaś mnie w tym domu,nie mogę jeździć na desce,nie mogę spotykać się z przyjaciółmi podczas gdy Mary mnie pilnie potrzebuje,już nic mi tu nie wolno!-wykrzyczałam z pretensją
-Och,oczywiście a ty jesteś potulna jak baranek i niczemu winna!
-SA WAKACJE MAMO,nie powinnaś się dziwić że chcę jeszcze trochę z nich czerpać skoro nawet nie pomyślałaś o żadnym wyjeździe!
-Co nie oznacza,że masz wracać do domu o 4 nad ranem! Mówię Ci po raz ostatni: nie przeginaj bo zabiorę Cię stąd i wyślę do szkoły z internatem.-pogroziła palcem i zrzucając kable na ziemie wyszła z pokoju.
Żeby trochę ochłonąć podeszłam do otwartego na oścież okna i łapiąc się za głowę zawołałam:
-Ja pierdole,weźcie mnie stąd zabierzcie!
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.-usłyszałam męski głos i zdziwiona uniosłam brew.
-Czy ja już przez to wszystko mam jakieś urojenia czy to nie dzieje się tylko w mojej głowie?-spytałam chyba bardziej samą siebie.
-Jeśli już mamy urojenia to we dwójkę.-wychyliłam się i pod moim oknem ujrzałam Harry'ego.
-Co ty tu odwalasz? I skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Powinnaś wiedzieć,że Harry Styles jak czegoś chce to do dostaje.-wyszczerzył zęby-No to będziesz tam tak siedzieć czy wybierzesz się ze mną na spacer?
-Żartujesz sobie? Ona mnie zabije...
-Oj tam,raz się żyje.-machnął ręką
-A niby czemu miałabym z tobą iść?-spytałam-Przecież my nawet za sobą nie przepadamy...
-No jak wolisz...-wzruszył ramionami i powoli zaczął się cofać-Wieczór taki piękny...gwiazdy święcą,o chyba jutro będzie ładna pogoda...
-Ech...no dobra,poczekaj chwilę.-mruknęłam.Podleciałam do szafy,założyłam na siebie cieplejsze ubrania,następnie zamknęłam od środka drzwi na klucz i wcisnęłam pod nie kartkę z napisem: Poszłam spać,mam nadzieję że chociaż to mi wolno.NIE BUDZIĆ! - ostatnie słowa pogrubiłam i z powrotem wyjrzałam przez okno.
-Gotowa? No to dawaj,jakoś Cię złapię.Chociaż jeszcze nie wiem jak...-dodał już ciszej
-Skaczę z pierwszego piętra,jeśli mnie nie złapiesz to wiedz,że mój duch będzie nawiedzał Cię w snach!
-Dobra dobra,nie gadaj tyle bo twoja mama zaraz usłyszy i tyle z tego będzie!-pośpieszył mnie.Usiadłam powoli na parapecie,wysunęłam nogi,przymknęłam powieki iii...skoczyłam.Jednak ten dupowaty Styles po tym jak mnie ''złapał'' nie utrzymał równowagi i obydwoje przewaliliśmy się na stojącą obok domu choinkę.
-MIAŁEŚ MNIE ZŁAPAĆ!!-zawołałam a ten zasłonił mi usta dłonią
-Przecież złapałem!-szepnął-Nie moja wina,że jest rosa i się poślizgnąłem...
-Uhh chodźmy stąd bo babcia nas usłyszy.-wygramoliłam się cała poharatana i wylecieliśmy z ogródka.
-Udało się nam! Piąteczka!-podleciał do mnie z uśmiechem na gębie.
-Eee..nie?-uniosłam brew a ten zrobił smutną minkę-Na mnie twoje uroki nie działają,chłopczyku.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do przodu.
-Jak ty to robisz?-zapytał po kilku minutach doganiając mnie-Zazwyczaj dziewczyny nie mogą mi się oprzeć.
-Och,no popatrz...To teraz musisz czuć się strasznie!-wyszeptałam z przejęciem i zaśmiałam się ironicznie.

22 maja 2012

Rozdział 7

-Nie ma mnie w domu,stary...Teraz? Ech...no dobra,zaraz będę.Narazie.
-Już lecisz?-spytałam kiedy Zayn wstał i kierował się do drzwi wyjściowych.Chyba go przestraszyłam takim pojawieniem się znienacka bo podskoczył.
-Co? Aa no tak,muszę.Dzięki za przechowanie...No i życzę powodzenia,na pewno wszystko sobie wyjaśnicie.-dodał już trochę chłodniejszym tonem i zniknął.

Gdy dochodziła dziewiąta i miałam wychodzić w domu pojawił się Max.W głębi duszy byłam mu wdzięczna za to,że ostatnio rzadko przebywał w domu.Dlaczego? Po pierwsze dlatego,że przynajmniej on przyjemnie korzysta z ostatnich dni wakacji a po drugie...chyba te kilka dni spokoju i ciszy pozwoliły mi znaleźć odpowiedź której szukałam i z którą właśnie idę się zmierzyć.

-Wychodzisz gdzieś?-zapytał zaskoczony a ja pokiwałam głową-Noo to mi się podoba,nareszcie!-poklepał mnie po plecach a ja ze sztucznym uśmiechem opuściłam mieszkanie zarzucając na siebie kurtkę.W głowie cel przystanku ustalony,więc można jeszcze pomyśleć...Zachodzące słońce uporczywie próbowało przebić się przez szare chmury zanim całkowicie zniknie za horyzontem,a w powietrzu unosił się tak dobrze znany mi zapach deszczu,który na chwilę przystopował...Po dziesięciu minutach marszu doszłam na rampę.Już z daleka było widać na niej Jamesa,który patrząc w skrawek widocznej Tamizy obserwował ostatnie dzisiejszego dnia promienie słoneczne.Podeszłam do niego i bezszelestnie usiadłam na poręczy nie przejmując się tym,że jest mokra.Zerknęłam na chwilę w jego oczy,które były bardzo...smutne.Coś ciężkiego przewaliło mi się w żołądku.A więc tego żałował...
Stanęłam na wprost chłopaka,którego darzyłam ogromną miłością i wcale tego nie kryję.
-Nie wiem co się z nami stało,gdzie podziały się nasze rozmowy,wymieniane spojrzenia,skryte uśmiechy...-szepnęłam-Dlaczego ranimy się gestem i słowem? Zgubiliśmy się Jamie...Ostatnio zastanawiałam się czemu skończyliśmy nasz ostatni rozdział w ten sposób.Serce wyrywa się z piersi,bije z coraz mniejszą siłą,ale bije...walczy jeszcze.Słońce wciąż wzbija się ponad wyżyny,tylko że jego wschody nie są już te same,o zachodach nawet od kilku tygodni nie pamiętamy...Kiedyś bywaliśmy tu codziennie,o wschodzie i zachodzie obiecując sobie,że nie powiemy nikomu jak bardzo uwielbiamy te romantyczne chwile...-starłam łzę,która wolno spływała po policzku-Pogubiliśmy się w naszej miłości...-powiedziałam patrząc mu w oczy.Dostrzegł rozpacz jaka rysowała się na mojej twarzy.Dotknął dłonią mojego policzka i podszedł bliżej.
-Bałem się,że właśnie to mi powiesz...-zacisnął powieki z których też zaczęły wylewać się łzy.Staliśmy tak w ciszy przez chwilę kiedy ponownie się odezwał.-Nigdy więcej już nie płacz.-Pochylił się powoli i ostatni raz ucałował moje mokre i słone od płaczu usta.-Zawsze będę Cię kochał,pamiętaj o tym,dobrze?
-Ja Ciebie też.-szepnęłam i aby znaleźć się jak najdalej od tego bolesnego miejsca osunęłam się w dół po rampie.Wracałam do domu...jakże obojętna była moja reakcja na to,że nikogo nie było w środku a ja nie zabrałam kluczy...Ruszyłam przed siebie,nie mając konkretnego celu.Zapewne gdyby Rose była w domu a nie wyjechała ze swoimi rodzicami na weekend pod namiot,poszłabym wypłakać się do niej...Mogłabym też iść do Sam,ale ta dostała karę za późne wracanie do domu i nie może się z nami spotykać aż do rozpoczęcia roku.Nie wolałam też ryzykować znając jej groźną i stanowczą mamę...Wtedy do głowy przyszła mi jeszcze jedna myśl gdzie mogłabym się udać.Po dziesięciu minutach byłam na miejscu.Nacisnęłam na dzwonek i oczekując spojrzałam na swoje buty po czym wytarłam świeże łzy.Gdy podniosłam wzrok,stał przede mną Zayn i czwórka innych chłopaków,jednak nie byli to członkowie One Direction.
-Hej maleńka.-jeden z nich podszedł do mnie i zawiesił rękę na mojej szyi,na co reszta zachichotała.Na pierwszy rzut oka było widać,że każdy z nich jest nieźle podchmielony.Zmarszczyłam nos i strzepnęłam ją z siebie.-Zgubiłaś się?
-Niee...Ja do Liama.-palnęłam szybko bo Ci zaczęli coraz więcej rechotać z zachowań swojego kolegi.
-Uuu nie wiedziałem,że Liam ma swoją panienkę.
-Ma,ale to nie ona.-odezwał się Zayn-To jest Marina.
-Mariina...-powtórzył i szepnął mi do ucha-Piękne imię.
-Super,mnie też się podoba ale z łaski swojej zabieraj te rączki bo Ci tak przygrzmocę,że zapomnisz jak się rozpina rozporek!-wyburzyłam a ten zaskoczony spojrzał na mnie.Zayn i jego koledzy już dosłownie tarzali się ze śmiechu.
-No to mu pojechałaś po ambicji...-Brunet zachichotał i poklepał mnie po ramieniu-Jeszcze nikt się nie odważył,więc jesteś moim mentorem-złożył mi pokłon-Idziemy właśnie do klubu,może dołączysz do nas z Jamiem?-zapytał a ja przypominając sobie co się wydarzyło,poczułam wielką gulę w gardle.
-R..raczej nie.-odchrząknęłam i pociągnęłam nosem.
-A szkoda!-odezwał się ten koleś co wcześniej-Mielibyśmy okazję się lepiej poznać...
-No ja nie żałuję...
-Ej,ty płaczesz?-Malik podszedł do mnie uspokajając swoich towarzyszy
-Ja? No coś ty.
-Ale...
-Widocznie jesteście już nieźle nawaleni,powinniście już iść.-przerwałam mu
-Tak..chyba tak.Masz rację.-od razu humor mu się poprawił
-A ja nadal nalegam żebyś z nami szła...
-Co tu się dzieje?-usłyszałam znany głos i spojrzałam w kierunku schodów skąd schodził Liam.-Mary?
Co ty tu robisz,coś się stało? Czemu płaczesz?-podbiegł do mnie a później zmierzył wszystkich wzrokiem.-Zayn...
-To nie ja!-zawołał chłopak-Po za tym ona mówiła...
-Spokojnie! Ja nie płaczę.Po prostu...się potknęłam.Jak tu szłam nie zauważyłam krawężnika i trochę mnie...łupie w kolanie-skłamałam .Popatrzyłam znacząco na Payne'a a ten pokiwał głową.
-No dobra,w takim razie chodź,opatrzymy to KOLANO.-chrząknął i wciągnął mnie do środka.
Miałam dodać jutro ale stwierdziłam: a co mi tam...mam nadzieję,że nie jesteście źli i że się spodoba :) xx