14 maja 2012

Rozdział 4

| Mary |
-Komuś dzwoni telefon,słyszycie?-Liam przerwał dzicz,która właśnie miała miejsce na tej pięknej
łące,a dokładniej ja i Louis,którzy udzielamy 'wywiadu' wprost do kamery Rosalie (czyt.paplanie
na tematy całkowicie pozbawione sensu takie jak na przykład dlaczego paski nazywają się
paskami,czemu ja wolę dżem jagodowy od brzoskwiniowego podczas gdy On odwrotnie,albo też
o tym jak to zarąbiście jest chodzić na imprezy i być przyłapanym na wagarach) ,Samantha
dokuczająca Harry'emu,który to próbuje ją poderwać,Niall,Zayn i Max prowadzący wielką bitwę na
jedzenie i tylko biedny Payne goniący wokół nas aby przypilnować czy nikt nie próbuje się
zabić (a takie przypadki już były w każdej z grup).
Właśnie rozpoczynałam kłótnię z Louisem o to,że lepsze są trampki od tomsów,gdy do moich
uszów doszedł dźwięk dzwonka z mojego telefonu.
-To mój!-ku mojemu zdziwieniu zawołałam to równocześnie z Malikiem.Obydwoje spojrzeliśmy
na siebie zdziwieni.
-Masz taki sam dzwonek jak ja?-spytał
-Albo ty jak ja.-poprawiłam go
-Kiedy go ustawiłaś?
-Zaraz przestanie dzwonić i tyle z tego będzie.-Liam podszedł do nas i podał mi mój telefon.-To
twój,bo Zayna leży nadal na kocu.
-Kto tak nachalnie dzwoni?-Reszta zebrała się wokół nas a ja zerknęłam na wyświetlacz.Chris.
-To dziwne...po kiego grzyba Chris do Ciebie dzwoni?-Max uniósł brew-Lepiej nie odbier..no i masz.
Powiedział to za późno bo właśnie nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
-Halo? Chris?
-HEEJ KOCHANA!!-wrzask był tak głośny,że doskonale usłyszeli go wszyscy wokoło.
Ustawiłam na głośno mówiący i przyłożyłam komórkę do ust.
-Co ty wyprawiasz?
-Wiesz...bo jest taka pewna sprawa,kotku...-zarechotał-Twój kochaś troszkę się upił i...
-No z tego co słyszę ty także nie jesteś wyjątkowo trzeźwy.
-Ale tu nie chodzi o mnie...bo widzisz Jamie ma troszku słabą głowę...no i nie powiem,coś mu
odbiło jak graliśmy w prawdę czy wyzwanie,wtedy jak przyznałem się,że jesteś niezłą laską...
Wszyscy wymieniliśmy spojrzenia a ja zrobiłam tzw.facepalma.
-No i chłopak rzucił się na mnie...chciałem go oszczędzić ze względu na Ciebie,ale musiałem
bronić honoru,bo jest tu kupa dziewczyn,sama rozumiesz...
-Przejdziesz w końcu do rzeczy?
-No byłoby dobrze gdybyś go stąd odebrała bo teraz leje się o Ciebie z innymi gostkami...
Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki wdech.
-Przyślij mi smsem adres,jeśli literki jeszcze nie migają Ci przed oczami.-odpowiedziałam
sucho i rozłączyłam się.-Louis,mógłbyś mnie tam zawieźć?
-Jasne,że tak.
-Lepiej będzie jak wszyscy tam pojedziemy.-odezwał się Zayn a reszta pokiwała głowami i
zaczęli zwijać rzeczy do samochodu.Już po chwili byliśmy w drodze.

| Zayn |
Nie wiem dlaczego,ale zrobiło mi się strasznie żal Mariny wtedy kiedy dzwonił do niej ten
czubek,a to naprawdę dziwne,bo ja wiele razy właśnie tak kończyłem swoje imprezy...
Nie mam pojęcia czemu tak dziwnie reaguję dzisiaj na jej osobę bo nie mieliśmy dobrego
początku znajomości...
Było już ciemno kiedy dojechaliśmy pod jeden z klubów mieszczących się poza Londynem.
Wydawało mi się jakbym już tam kiedyś był,ale musiało być to dawno temu.Weszliśmy do
środka,muzyka i bity były tak zachęcające,że przez chwile zapomniałem po co właściwie
tu przyjechaliśmy.Liam poklepał mnie po plecach i dogoniliśmy Mary,która zdenerwowana
szła przodem.Po pięciu minutach szukania odnaleźliśmy jej chłopaka,który z kieliszkiem
w ręku trzymał się za nos z którego ciekły strużki krwi,a także owego Chrisa,którego,mimo
iż go nie znałem,rozpoznałem od razu po chytrym uśmieszku.Już go nie lubiłem.
-Maaary,a so ty tu...
-Wstawaj James,wychodzimy.-podeszła do niego z grobową miną i złapała za koszulę.
-Hej hej,nie tak szybkoo!-zawołał Chris-Może zostaniecie na chwilę,pogadamy...
-Nie,nie mamy czasu.-Rose wtrąciła się do rozmowy,ale Louis szybko do nich podbiegł.
-Mary,ja i tak muszę pojechać na pobliską stację i zatankować bo inaczej nie wrócimy
do miasta...to może się rozdzielimy: Ja,Rose,Liam i Max pojedziemy a ty zostaniesz tu
z Sam,Zaynem,Harrym i Niallem,okej?
Spojrzałam na każdego z osobna,wszyscy wydawali się być zgodni z jego pomysłem.
-No dobrze,ale pośpieszcie się bo robi mi się tu nie dobrze.-zmarszczyła nos i usiadła
obok Chrisa,który był chyba najbardziej zadowolony z tego,że zostaje.Nie pozostało nam
nic innego jak jakoś się tu rozgościć...Harry i Niall poszli po jakieś małe drinki,a ja i Sam
usiedliśmy naprzeciwko Mariny,która próbowała opatrzyć nos swojego chłopaka.
Była wściekła.Mimo,że znaliśmy się tak krótko,to było to po niej widać.W pewnym
momencie James wstał i podszedł do jakiegoś gostka,który go wołał.Po ich minach było
widać że musieli się o coś założyć,a zagadka o co szybko się rozwiązała.Gdy Jamie wyszedł
do toalety,jego kumpel kiwnął głową do Chrisa,a ten wykorzystując chwilę (kiedy chłopak
Mary został spławiony a blond włosa przyjaciółka siedziała odwrócona do nich plecami)
podszedał do brunetki i zaczął namiętnie całować.A więc o to chodziło! Marina zaczęła go
od siebie odpychać,prawie jej się to udało bo była naprawdę silna,ale niestety szybko się
zmęczyła.Ten przygłup chyba nie pomyślał o tym,że ja przyjechałem z nią bo siedziałem
trochę dalej niż reszta.Momentalnie podleciałem do niego i jedną ręką odciągnąłem go od niej.
-Nie widzisz,że jej się to nie podoba?-spytałem chłodnym tonem i przybiłem go do ściany.
-Nie wtrącaj się koleś.-syknął i rzucił się na mnie z pięściami.

| Mary |
Kiedy widziałam do czego doszło pomiędzy Zaynem a Chrisem od razu do nich podbiegłam.
Razem z Sam próbowałyśmy ich rozdzielić,ale same nie dałyśmy rady.
-Leć po Harry'ego i Nialla!-zawołałam a blondynka pokiwała głową i już jej nie było.
-Ej,przestańcie!!
-Mary,odsuń się i nie wtrącaj!-Zayn odepchnął mnie wyjątkowo delikatnie w kierunku
czerwonej kanapy przez co został zdzielony w twarz.
-Kurwa,nie jak w tej chwili nie przestaniecie!!-wrzasnęłam i na chwilę zastopowali jednak
nie na długo to zadziałało.Po kilku minutach przyleciała Sam u boku Hazzy i Nialla,którzy
prędko ich rozdzielili.
-Porąbało was?!-zawołałam ale nie dostałam odpowiedzi.Sam złapała mnie za rękę i
zaczęła wyprowadzać na zewnątrz,tuż za nami szli Harry,Niall,Zayn i Jamie,który poczłapał
za nami nie bardzo wiedząc co się stało.Nikt się nie odzywał.
Louisa i reszty jeszcze nie było więc staliśmy kilka minut przy nieoświetlonej drodze.W głowie
kotłowało mi się tyle myśli,że w końcu nie wytrzymałam i wybuchnęłam.
-Co w Ciebie wstąpiło?!-spojrzałam na Malika,który wycierał nos i wargę z krwi.
-Och,przepraszam bardzo jeśli przeszkodziłem wam tą piękną chwilę!-krzyknął-Nie
pomyślałem,że tak Ci się to spodoba! Ale wiesz,sądzę że to było nie w porządku do twojego
chłopaka,który apropos jest tak zalany,że nie wie co się w okół niego dzieje...Chyba powinnaś
trafniej ich sobie wybierać.
-To moja sprawa z kim się spotykam i tobie nic do tego! Ale teraz masz za swoje...
-Och,zamknijcie się,dobrze?-przerwała nam poirytowana Sam-Obydwoje jesteście winni.
Ty nie musiałeś wyskakiwać na niego z pięściami...-wskazała palcem na bruneta a później
popatrzyła na mnie-A ty zamiast go opierdzielać może byś mu tak podziękowała,że się za tobą
wstawił,hę?
Żadne z nas nic nie odpowiedziało.Naszym zbawieniem był nadjeżdżający samochód Louisa.
Nic nie mówiąc zapakowaliśmy się do vana i bez słowa dojechaliśmy na miejsce.Wszyscy
wiedzieli dlaczego taka atmosfera wisi w powietrzu bo Harry zadzwonił do Liama i wyjaśnił
mu całe to zdarzenie.Gdy Lou podjechał pod nasz dom podziękowaliśmy za podwózkę i
razem z Maxem wprowadziliśmy Jamiego do domu.Całe szczęście,że rodzice byli we Francji.

11 maja 2012

Rozdział 3

| Mary |
Nie do końca świadoma i półprzytomna włożyłam na nogi papcie i z zaklejonymi powiekami
poczłapałam na dół do kuchni.Majaczyły tam jakieś sylwetki,nawet lekko się zdziwiłam,że
widzę ich aż tyle ale nadal myśląc że to tylko sen,lub lunatykowanie podeszłam do lodówki,
wyciągnęłam mleko w kartonie,następnie nasypałam sobie do buzi płatki po czym zalałam
usta zimnym mlekiem.Po trzykrotnej serii odłożyłam mleko do lodówki i przetarłam oczy.
Pierwsze co zobaczyłam to czarną kamerę tuż przed moim okiem a tuż za nim bujną,
rudowłosą czuprynę.Zaraz za nią dostrzegłam osobę mojego brata.Ale zaraz zaraz...co w
moim domu robią Harry Styles,Zayn Malik i Louis Tomlinson?!
-Matko czy was naprawdę zdrowo porąbało żeby odwiedzać nas z samego rana?-spytałam
ziewając i patrząc na każdego po kolei.Nie przejmowałam się tym,że wszyscy na mnie
patrzyli z pewnym zdziwieniem.Zastanawiałam się tylko czy dlatego że,moje włosy sterczały
na każdą możliwą stronę,z tego że byłam w piżamie (czyt.luźna koszulka i kompletnie
niepasujące spodenki a do tego wielkie królicze papcie) czy z tego,że bluzka od piżamy
właśnie została poplamiona mlekiem i okruszkami płatków.
-Rose,zabieraj tą kamerę bo nakręcasz wszystkie moje niedoskonałości.-zasłoniłam
obiektyw (czy jak mu tam) dłonią.-A i Max zapraszając was wczoraj do nas miał raczej na
myśli jakieś odpowiedniejsze pory dnia,a nie wtedy kiedy ludzie dopiero wstają.
-Normalni ludzie o tej porze zabierają się za obiad.-odchrząknął Zayn
-Co?-uniosłam zdziwiona brew
-A no to,droga siostrzyczko...że jest godzina CZTERNASTA.
-Pierdzielisz?!-wybałuszyłam oczy
-Nie,Max nie pierdzieli,ale za to ja mam to wszystko nagrane.-odrzekła zadowolona
Rose-Uwielbiam dokumentować nasze wspólnie spędzone chwile.
-Aha.-mruknęłam i zaczęłam zawzięcie macać się po oku.-Oko mnie swędzi...
-Tak z drugiej strony to myślałem,że trochę bardziej przerazi Cię fakt o której zwlekłaś
się z łóżka.-zacmokał Louis
-Eee tam,wakacje są.-wzruszyłam ramionami i przeciągnęłam się
-Tak przy okazji Mary,to gdzieś ty się wczoraj szlajała z Jamesem?-zapytał ciekawsko
Max i oparł się o blat-Bo wróciłaś chyba jakoś o trzeciej nad ranem.
-Słyszałeś mnie w nocy?
-Nie trudno Cię było nie usłyszeć,skoro wspinałaś się po tych swoich pnączach na balkon.
Czy ty zdajesz sobie sprawę jak to wszystko wtedy dudni? Ciesz się,że rodziców nie ma.
-Sorry,spidermanowi na filmach zawsze to tak zgrabnie wychodzi...-ziewnęłam
-Dobra,to może idź się kobieto jakoś ogarnij bo zabieramy was dzisiaj na wycieczkę.-
odezwał się Harry-Po drodze zgarniemy jeszcze Nialla,Liama i tą waszą..Sam,tak?
-No tak.A co z moim chłopakiem?
-James nie da rady z nami jechać.Pisał dzisiaj rano,że pojechał z Chrisem na tą imprezę,
nie będzie go do jutra.-Max spojrzał na mnie z wyraźną troską
-Jak to pojechał?! Próbowałam mu to jakoś wyperswadować,myślałam że mnie posłucha!-
zawołałam zawiedziona i poczułam,że łzy pchają mi się do oczu.
-Wiesz,że jak ktoś styknie się z Chrisem...
-Wiem.-burknęłam i poleciałam do łazienki.

| Zayn |
-O co chodzi z tym Chrisem?-spytał zaciekawiony Louis i spojrzał na Rose i Maxa.
Szczerze mówiąc to mnie też zaciekawiło dlaczego Marina tak zareagowała.
-To taki jeden koleś w moim wieku,z którym raczej nie masz dużo do gadania jak już
sobie owinie Ciebie wokół palca,dlatego Mary tak martwi się o Jamiego.Tym bardziej,
że Chris zarywa do niej od kilku miesięcy a on baaardzo lubi bawić się uczuciami dziewczyn.
Mówią też,że sprzedaje prochy.No i na ogół jest typem agresywnego imprezowicza.
-Najbardziej boimy się o Marinę,bo on jest zdolny do wszystkiego...-westchnęła Rosalie
-Wystarczy ją trzymać z dala od niego,no nie?-zapytałem
-Gdyby to było takie łatwe...wszyscy chodzimy do jednej szkoły,widują się codziennie.
Pokiwałem głową i zacząłem wyobrażać sobie tego gostka.Z rozmyślań wyrwał nas
głos brunetki schodzącej po schodach.
-Jestem gotowa,możemy iść.-powiedziała i wcisnęła sznurówki do trampek
-Mary,zawiąż że w końcu te sznurówki chociaż raz!-Rose zawołała z politowaniem patrząc
na przyjaciółkę,która właśnie szperała w torbie przewieszonej przez ramię,ale nic nie
odpowiedziała.Zilustrowałem ją wzorkiem po czym wsiedliśmy wszyscy do auta.
Po zgarnięciu do niego Samanthy,Nialla i Liama doszedłem do wniosku,że chyba byłem
na początku zbyt oschły dla Mariny,chociaż sam tak naprawdę nie wiem dlaczego.

| Rose |
Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi,że kiedykolwiek będę jechała jednym samochodem wśród
członków zespołu One Direction,że będę miała okazję z nimi rozmawiać i to nie w spięciu i
nieśmiałości tylko jak najbardziej na luzie,spontanicznie,jakbyśmy znali się od dawna,to z ręką
na sercu mogę przysiąc że delikatnie mówiąc bym go wyśmiała.Ta atmosfera,która wisiała
w powietrzu była tak wspaniała,że pochłaniałam ją całą sobą.
Tak naprawdę nie wiem gdzie oni nas wiozą,ale z pewnością wyjechaliśmy już poza granice
Londynu.Wszyscy byli w bardzo dobrym humorze,tylko Mary siedziała przybita głową o szybę
bezsensownie wlepiając się w przemijający za oknem obraz i z słuchawkami na uszach,zapewne
słuchająca swojego zespołu McFly,którego była fanką.Szkoda,że siedziała koło Zayna,który
nie próbował jej ani pocieszyć,ani zagadać,on w ogóle był jakiś taki...dziwny.
Po godzinie jazdy nareszcie byliśmy na miejscu.Nie powiem,że nie zdziwiłam się kiedy Louis
zaparkował samochód pośrodku wielgachnej łąki,na której nie było nic innego oprócz kwiatów
i otaczającego lasu.Wysiedliśmy,a moją twarz uderzył przyjemny powiew wiatru.
-Gdzie my tak w ogóle jesteśmy?-zapytałam cykając już pierwsze zdjęcia
-Szczerze...to nie wiem,ale myślę że to miejsce idealnie się nadaje.-odpowiedział z uśmiechem
i ruszył z kluczykami do bagażnika.Marina spojrzała na niego niepewnie.
-Nadaje na co?-westchnęła i wygramoliła się tuż za Malikiem.
-Na piknik!!-zawołał i wyciągnął wielki kosz jedzenia.
-No nie powiem,zaczyna się bardzo kusząco.-uśmiechnęłam się.Rozłożyliśmy wielki koc w
biało-czerwoną kratę na samym środeczku łąki.Pogoda była taka piękna...ptaki cudownie
śpiewały,kwiatki tańczyły do lekkiego powiewu wiatru,słońce przyjemnie ogrzewało nasze
twarze,a motyle fruwały nad nami z tak wielką gracją,że dziękowałam sobie w duchu za to,że
dzisiaj nie zapomniałam zabrać ze sobą aparatu.
-Na pewno jesteście głodni.-stwierdził Liam rozpakowując masę różnego rodzaju
jedzenia.-A szczególnie ty Mary,w końcu wyciągnęliśmy Cię tak brutalnie z samego rana!-zaśmiał się
-Nie jestem,dzięki.-szepnęła i usiadła,jak zazwyczaj,po turecku.
Wszyscy wymieniliśmy znaczące spojrzenia i pokiwaliśmy głową.Trzeba było ją jakoś rozweselić.
-Czego słuchasz?-klapnęłam koło niej i włożyłam jedną słuchawkę do ucha-Ymm..McFly,mogłam
się tego spodziewać.Ooo a pamiętasz jak próbowaliśmy zadzwonić na komórkę do Toma
Fletchera (członek zespołu McFly) bo Sam wcisnęła nam kit,że to jego numer?-walnęłam ją lekko
z łokcia,ale ta tylko kiwnęła głową,za to reszta słuchała mnie w skupieniu-Niestety,to nie był on bo
jak się szybko okazało SAMANTHA podała nam numer do naszego nauczyciela od Wf-u!-
zawołała z lekkim oburzeniem patrząc na blondynkę,która wyłożona rechotała na trawie.Chłopcy
też nie pogardzili uśmiechami.
-Ooo taaak! Jakbyście widzieli wtedy ich miny! Pan Atkinson był bardzo zdziwiony kiedy
usłyszał ich piski do słuchawki i wyznania miłosne!
-To wcale nie było śmieszne...-Mary próbowała udawać,że wcale ją to nie ruszyło jednak kąciki
ust uniosły się ku górze i po chwili wyszczerzyła pod nosem swoje białe ząbki.Ulżyło nam.-No dobra,
może i było,ale miałam ochotę Ci wtedy oczy wydrapać!-rzuciła się na Sam i zaczęły się 'bić'.
-Mary,niee! Uważaj,stanik stanik!-przerwała Sam,wybałuszyła oczy i wskazała palcem na jej biust.
-Co?
-Stanik ci się rozpiął!
-Co? Gdzie...?-Brunetka przerwała i zaczęła rozglądać się po sobie,z czego sprytnie skorzystała
Sam i uciekła chowając się za Harry'ego,który z wielkim uśmiechem przyciągnął ją do siebie.
-Łapy przy sobie Lokowaty!!
-Osz ty..!!-Marina rzuciła się na nią pędem i tak oto najbliższe dziesięć minut spędziły goniąc się
po łące.My rozbawieni całą tą sytuacją wyłożyliśmy się na kocu i przygryzając przekąski
obserwowaliśmy ich z wielkim zainteresowaniem.
-Uśmiechnęła się,piąteczka dla wszystkich.-odezwał się Niall kiedy padnięte położyły się obok.
Minęła godzinka,dwie i wszystko przebiegało w zabawnej i przyjemnej atmosferze.Pewnie
byłoby tak nadal gdyby nie jeden głupi telefon...

Jejku,już was przybyło! Dziękuję bardzo za wszystkie głosy i komentarze! xx